Kopiowanie ze strony, przetwarzanie i rozpowszechnianie w całości lub w częściach materiałów,zdjęć i filmów bez zgody stanowi naruszenie praw autorskich.
O cmentarzu „ruskim” znajdującym się w miejscowości Polskowola zapewne niewiele osób cokolwiek wie, chociaż ma on bardzo interesującą, a zarazem dramatyczną historię, którą warto poznać.
Tak zwany „cmentarz ruski” powstał w okresie zaboru rosyjskiego i służył jako miejsce pochówku wyznawców prawosławia. Zapewne do dziś byłby zapomniany, ale swoją dalszą historię dopisał okres okupacji niemieckiej.
W 1942 roku grupie około 150 jeńców radzieckich, wiezionych do obozu, udało się wyważyć drzwi w kilku wagonach. Gdy pociąg zbliżył się w okolice lasu brzozowickiego, zaczęli z niego wyskakiwać. Niestety, cały skraj lasu był już obsadzony przez Niemców. Jak się później okazało, całą akcję przygotowali sami okupanci, żeby szybko pozbyć się jeńców. Celowo nie zabezpieczyli dokładnie drzwi w wagonach i ułatwili ich otwarcie, wiedząc, że bliskość lasu zachęci do ucieczki.
Z łatwością, w kilka minut, zabili wszystkich bezbronnych więźniów. Następnie przybyli do Polskowoli i rozkazali sołtysowi zorganizować ludzi z furmankami, udać się do Brzozowicy po zwłoki i zakopać je na tym cmentarzu. Najpierw wykopano głęboki, podłużny dół. Ciała zabitych, przywożone furmankami, układano piętrami, jedno na drugim, na rozłożonej na spodzie słomie, przekładając je kolejnymi jej warstwami. Na koniec całość zasypano ziemią. Wybór Polskowoli nie był przypadkowy, okupantowi chodziło o zastraszenie wsi.
Cmentarz ten stał się również miejscem spoczynku dla Józefa Pękały i jego 12-letniego synka Czesia. Józef mieszkał z żoną, dwoma córkami i synem w Olszewnicy Małej, tuż przy lesie. Z tego powodu jego chałupę chętnie odwiedzała miejscowa partyzantka, żeby dostać coś do jedzenia, porozmawiać i zasięgnąć języka o Niemcach. Ktoś jednak musiał donieść o tym „szkopom”. Niemcy otoczyli dom, w którym oprócz rodziny przebywali akurat partyzanci, i podpalili go. Józefa i jego synka nie było wtedy w mieszkaniu. Żona z jedną z córek zostały zastrzelone na miejscu, zaś druga córka została ranna. Hitlerowcy zabrali ją do szpitala, aby po podleczeniu wyciągnąć od niej informacje o partyzantach. Dziewczyna wiedziała, co ją czeka – w przebraniu pielęgniarki zdołała uciec ze szpitala, a następnie wyjechała w nieznanym kierunku.
Ucieczka raniła dumę Niemców i mocno ich rozwścieczyła. Postanowili za wszelką cenę ująć ukrywającego się ojca. Józef, po przeżyciu tak ogromnego dramatu, chciał przynajmniej godnie pożegnać żonę i córkę, wyprawiając im pogrzeb. Przez to stał się mniej ostrożny. Kiedy załatwiał sprawy związane z pochówkiem, kolejny donosiciel poinformował o jego obecności w Polskowoli znanego ze swojej brutalności gestapowca „Franka”. Niemiec po przybyciu do wsi odnalazł najpierw syna Józefa, Czesława, a następnie z jego pomocą dotarł do domu, gdzie ukrywał się ojciec. Gestapowiec wyprowadził obu na zewnątrz i bestialsko zamordował strzałem w plecy, nakazując miejscowym zakopać ich ciała tuż przy mogile jeńców radzieckich.
Tekst powstał na podstawie książki „Zarys dziejów Polskowoli” napisanej przez Andrzeja Bojaczuka.
KOPIOWANIE I ROZPOWSZECHNIANIE BEZ ZEZWOLENIA ZDJĘĆ JEST ZABRONIONE !!
Kopiowanie i rozpowszechnianie bez właściwego zezwolenia zdjęć i filmów ze strony jest zabronione. Naruszenie praw autorskich będzie skutkowało odpowiedzialnością karną, określoną w przepisach prawa